Upiór w operze… i w czasie izolacji

W tym nietypowym, a dla wielu z nas trudnym okresie możemy zapewnić sobie sporą dawkę kultury. Kina i teatry zamknięto, ale jak to się mówi – dla chcącego, nic trudnego. Żyjemy w dobie internetu i to właśnie w tym miejscu powinniśmy rozpocząć swoje poszukiwania. W ostatnim czasie pojawiło się sporo darmowej rozrywki w ramach akcji #zostańwdomu. Mamy więc szerszy dostęp do wielu filmów i książek w formie e-booków… To jednak nie koniec!

Wielu twórców rozpieszcza nas darmowymi koncertami online, a w tym wszystkim nie mogło zabraknąć również widowisk teatralnych.

Jakiś czas temu na kanale The Shows Must Go On! natrafiłam na wspaniały musical – Upiór w operze (The Phantom of the Opera), który został stworzony przez m.in. Andrew Lloyd Webbera, twórcę muzyki do takich spektakli jak Koty czy Jesus Christ Superstar. Upiora w operze wystawiono też w Polsce, w Warszawie i Białymstoku (w wersji tzw. non-replica, z prawem do drobnych zmian w inscenizacji). Warto również nadmienić, że musical powstał na podstawie powieści Gastona Leroux Upiór Opery. Zacznijmy jednak od początku, bo o czym to widowisko tak naprawdę jest?

Historia rozgrywa się w II połowie XIX wieku, miejscem jest tajemnicza Opera Paryska. Po jej mrocznych zakamarkach błądzimy niczym w labiryncie, powoli odkrywając kolejne miejsca niedostępne zwykłemu odbiorcy – kulisy czy podziemia będące królestwem Upiora. Sama Opera jest na tyle interesująca, że wydarzenia, które się tam rozgrywają m.in. upadek wielkiego żyrandola na publiczność, inspirowane są prawdziwymi zdarzeniami, a podziemne jezioro istniało naprawdę. Nic więc dziwnego, że to miejsce roztacza pewien nastrój grozy i tajemniczości – tak jest też w przypadku musicalu.

Akcja rozpoczyna się podczas trwania próby generalnej, wtedy to poznajemy nowych dyrektorów Opery, całkowicie nieświadomych tego, że tym gmachem rządzi ktoś jeszcze, a dotychczasową primadonnę zastępuje chórzystka Christine, która olśniewa wszystkich swoim głosem. Na premierze podczas wykonywania Think of Me rozpoznaje ją przyjaciel z dzieciństwa, wicehrabia Raoul, który chce odnowić znajomość. Nie zdaje on sobie jednak sprawy, że Christine stała się obsesją tytułowego Upiora, swojego Anioła Muzyki i nauczyciela śpiewu.

Upiór w operze to z całą pewnością spektakularne widowisko, historia geniusza muzyki o oszpeconej twarzy, popadającego w coraz większe szaleństwo niewątpliwie intryguje, na chwilę zachwytu zasługują również kostiumy, które tworzą klimat końca XIX wieku. Na scenie można zobaczyć kakofonię kolorów – bal maskowy, jak i ciemne barwy, spowite mgłą wnętrze ukazujące mroczną stronę Opery. W przypadku musicalu, nie można nie wspomnieć o fantastycznej muzyce, która hipnotyzuje odbiorcę niczym Upiór Christine. Przed obejrzeniem spektaklu znany mi był tylko tytułowy utwór The Phantom of the Opera, niewątpliwie najpopularniejszy, niezwykle mroczny i nowocześnie instrumentowany – powiedziałabym „z pazurem”. Moją szczególną uwagę zyskała teraz również piosenka Think of Me oraz Angel of Music.

Muszę przyznać, że historia Upiora była mi już znana, ponieważ wcześniej czytałam książkę Leroux. Mimo to odniosłam wrażenie jakbym poznawała ją na nowo, zarówno powieść, jak i musical tworzą barwne postaci, nad którymi można by długo się rozwodzić i zgłębiać ich psychologiczne mechanizmy, które nimi kierowały. Ze swojej strony polecam oczywiście zapoznać się z oryginałem, który jednak nieco różni się od musicalu.

Od czasu obejrzenia musicalu Webbera zapoznałam się również z jego kontynuacją Love Never Dies, o której wcześniej nawet nie wiedziałam. Niestety fabularnie nie przypadła mi do gustu.
Na kanale The Shows Must Go On! musicale są dostępne od piątku przez 48h.

Marta Oleksy, uczestniczka zajęć dziennikarskich w Pałacu Młodzieży.
Zdjęcia: źródło pixabay.com